Ekstraklasa rusza powoli

Piątkowe mecze przyniosły tylko jednego gola. Strzelec to zawodnik Lechii Gdańsk Piotr Grzelczak, który dzięki temu trafieniu dał swojemu zespołowi ważne 3 punkty z rywalem z górnej połowy tabeli, a dokładniej z Krakowską Wisłą. Jednak spotkaniem inaugurującym tegoroczną przygodę fanów polskiej piłki było starcie ostatniego Zawiszy Bydgoszcz z 11. przed tą serią Górnikiem Łęczna. To widowisko można określić mianem w miarę ciekawego meczu, które zawiera w sobie okręgówkę.

Sobota była dniem przełomowym. W każdym z trzech rozegranych meczy padły przynajmniej 2 bramki. Chorzowski Ruch spiął się i wywalczył u siebie w Małych Derbach Śląska wynik 2:0 z Piastem Gliwice. Na listę strzelców wpisali się niezawodny strzelec Grzegorz Kuświk i ,,podwieszony” pod nim Jakub Kowalski. Drugi, jednocześnie rozegrany mecz pomiędzy GKS Bełchatów, a Podbeskidziem Bielsko – Biała skończył się sukcesem tych drugich. Gospodarze po dwóch golach strzelonych przez Macieja Iwańskiego zdołali odpowiedzieć tylko trafieniem nowego nabytku, Arkadiusza Piecha, którego przygoda z Legią Warszawa skończyła się za szybko. O dużym szczęściu mogą mówić kibice Lecha Poznań. Ich ukochany Kolejorz po nerwowej końcówce wyrwał remis Pogoni w Szczecinie. Dla portowców zdobył gola Marcin Robak, a Paulus Arajuuri po kontrze w doliczonym czasie drugiej połowy pokonał Janurkiewicza.

Niedziela dniem niespodzianek. Najpierw 13. w tabeli Cracovia zremisowała u siebie ze Śląskiem Wrocław 1:1 po golach Grajcara dla gości i wyrównaniu Budzyńskiego. Śląsk mimo tego utrzymał jednak 2. lokatę. Jednak punkt krytyczny okazał się być meczem Legii z Jagiellonią w Warszawie. Niedość, że gospodarze grali jak z w rewanżowym meczu z Lokeren, to Białostoczanie pokazali się z wyśmienitej strony. Dwa gole Gajosa ( w tym przepiękne uderzenie z dystansu). Wynik końcowy: 1:3.

Końcówka kolejki spowodowała kolejną niespodziankę po tym jak Górnik Zabrze tracąc bramkę w 55. minucie przegrywał 0:1 z Koroną Kielce. Na szczęście dla klubu ze Śląska 10 minut później nabrali nadziei na urwanie rywalom punktu, ponieważ właśnie wtedy Klemenz otrzymał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu Skrzypczak pokonał bramkarza Kielczan i wpakował piłkę do siatki.

Marcin Biernacki

Komentarze