Blade Runner 2049

MV5BMTU0NjM4MzI2N15BMl5BanBnXkFtZTgwMTQ2MzI2MzI@._V1_blade-runner-2049blade_runner_2049_jared_leto

„Łowca androidów”-klasyk z 1982 roku, a przed  3 tygodniami miał swoją premierę sequel tego filmu: „Blade Runner 2049″. Tym razem mamy nieco inną historię , przedstawioną przez innego reżysera (tu Denis Villeneuve), ale i inną obsadę. Mimo wielu interpretacji oryginału i do dzisiaj nierozwiązanych zagadek, stworzony po wielu latach sequel miał odpowiedzieć na wiele pytań fanów, ale przede wszystkim sprostać oczekiwaniom koneserów kina i z tego, co na razie widzimy z ocen, tak też jest. Parę podobieństw między częściami możemy zaobserwować, jednak przez te 30 lat zmieniło się wszystko w kinowym uniwersum, jak i na świecie oraz w filmografii. Twórcy mieli do dyspozycji dużo więcej środków. Stworzyli dzięki temu spójny, futurystyczny, dystopijny obraz świata w 2049 roku. Głównym bohaterem jest K (Ryan Gosling). Wprost zostaje nam powiedziane, że jest replikantem i na dodatek łowcą androidów. Podczas jednej z misji odkrywa ukrywane przez wiele lat sekrety, które mogą zburzyć „harmonię świata”, więc oczywiste jest, że zostaje wciągnięty w tę intrygę świata. K zachowuje się w tej sytuacji, jak można się domyślić, nieco podobnie do bohatera poprzedniej części Ricka Deckarda (tu ukłon dla tych, którzy oglądali), który niegdyś rozwiązywał i swoją sprawę, która tak wiele mogła zmienić w świecie roku 2019 . Bohater analizuje, zaczyna myśleć nad wszystkim i zostaje zburzony jego dawny światopogląd, a co za tym idzie- zaczyna się i rozwiązywanie sprawy dla widza. Rick,  grany przez Harrisona Forda w 1 części, i tu ma swój epizod. Jego rola tym razem zawiodła mnie, ponieważ Deckard został ukazany jako całkiem inna osoba. Nie jest to ten sam bohater, który w „Łowcy androidów” z determinacją dążył do zakończenia misji, eksterminacji wrogów, ale i ukazywał filozoficzny wątek filmu i przemyślenia ludzi nad kierującym się ku destrukcji światem. Nie wiem, czy jest to wina Forda, który jest już dość wiekowym aktorem i może wyczerpał już swoje możliwości aktorskie, czy tak miało być, choć wydaje mi się, że raczej to 1. Jared Leto – filmowy antagonista, który niestety, ale jest postacią płaską, słabo rozwiniętą i słabo wprowadzoną, na dodatek sprowadzoną do szablonowego złego biznesmana, który chce osiągnąć swój cel za wszelką cenę. Nie jest to żadna nowość. Ryan Gosling mógł się tym razem „wykazać” w  filmie dzięki swojej charakterystycznej grze aktorskiej. Grając replikanta bez uczuć, ze swoją kamienną twarzą świetnie się sprawdził, na dodatek zachęcając do przyjścia na film nowe pokolenie- swoje fanki. Pojawiały się również momenty, gdzie mógł się szczególnie popisać, wylewając na nas swoje emocje niczym kubeł zimnej wody, co również wyszło mu dobrze. Jak zwykle widzimy, że replikanci są „gorszym” gatunkiem, szykanowanym i zmuszanym wręcz do niewolniczej pracy, z powodu braku uczuć, inicjatywy i głębszego sensu życia. Mechanizmy ludzkie są u ludzi wypierane, a u replikantów tak bardzo pożądane przez nich samych. Tak jak i w oryginale mamy mnóstwo symboli i przenośni, choć są tu bardziej oczywiste, pokazane czarno na białym. Film traci przez to nieco smaku zagadkowej historii, którą każdy analizował na swój sposób i widział mnóstwo idei . Mamy przecież nieskończenie wiele interpretacji „Łowcy androidów”, a jeszcze więcej teorii spiskowych na temat filmu. Pouczenie również zostało nam powiedziane dosadniej, bardziej otwarcie i wprost. W filmie w wielu sytuacjach postawiono na kontrasty. Świat z oryginału to głownie miasto. Ciemne barwy, futurystyczny świat, zatłoczone ulice, wielkie bilbordy i reklamy. „Blade Runner 2049″ ma swoją fabułę i w mieście, choć jest ono nieco mniej zaludnione, czystsze. Jednak w większości są to ogromne, na początku białe, później różnokolorowe przestrzenie. Im bardziej zgłębiamy się w fabułę i zagadkę, im dalej jesteśmy w rozwiązywaniu tajemnicy, tym częściej w tle widzimy barwy bardziej żywe, by na końcu przejść w całkowicie ciemności, i  znowu przenieść się w biele. Obrazy w filmie owładniają widza, wciągają w świat replikantów i ludzi oraz niesamowitej zagadki. Są bardzo estetyczne i  choć nie jestem wielką fanką tych filmów, bardzo lubię oryginał, a na tej części tak bardzo wciągnęłam się w historię replikantów, że bałam się, że projekcja zakończy się, a ja nie otrzymam odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Muzyka, stworzona przez wielkiego Hansa Zimmera i Benjamina Wallfisha również całkowicie porywa i przejmuje kontrolę nad emocjami . Są to dziwne połączenia, które sprawiają często wrażenie muzyki przyszłości. Czasem jest to wielki chaos nieposkładanych dźwięków lub powrót do przeszłości, gdy słyszymy Elvisa Presleya. Jednak, co dziwne w przypadku tego kompozytora, niekiedy towarzyszy nam w filmie po prostu wszechogarniająca cisza. Wszytko to ma coś symbolizować. Co takiego? To zostawiam już do oceny Wam po wyjściu z kina.  Byłam w kinie ze znajomymi i tylko ja obejrzałam „Łowcę androidów”. Po wyjściu jakież było moje zdziwienie, gdy każdy powiedział, że film był słaby, a im bardzo się nudziło. Morał więc z tego taki, że „Łowca androidów” i „Blade Runner 2049″ są nierozłączne. Nie idziemy oglądać 2 części bez 1, bo choć filmowe zakończenie jest nieco przewidywalne, to film robi wrażenie tym, co próbuje nam przekazać w sposób przenośny i czego ma nas nauczyć oraz tym, jak to robi. Pomimo wielu dialogów i małej ilości scen faktycznej akcji, film ogląda się przyjemnie i nie chce się tego kończyć. Zostajemy niestety i tym razem pozostawieni z historią bez końca, jedynie z domysłami, chyba że zobaczymy w kinach kontynuację, tylko miejmy nadzieję, że tym razem nie za kolejne 30 lat.

Komentarze