Coaching kołczingowi nierówny

Nieco ponad dwa lata temu naszą szkołę odwiedził były jej absolwent – Mateusz Grzesiak, który dziś jest znanym trenerem rozwoju osobistego, coachem i autorem bestsellerowych książek. Osoba chcąca wziąć udział w jednym z jego kursów stacjonarnych, musi liczyć się z kosztem liczonym w tysiącach złotych. Grzesiak jest jednak osobą, która poświęciła ponad dziesięć lat na ugruntowanie swojej pozycji na rynku rozwoju osobistego, a słyszeli o nim nie tylko Polacy, ale również mieszkańcy USA i Ameryki Południowej. Za wakacyjne odosobnienie z Dagmarą Skalską, założycielką Projektu Egoistka, trzeba zapłacić prawie cztery tysiące złotych, a weekendowy kurs Calligraphy Health System razem z nią i niejakim Masterem Yangiem to wydatek tylko trochę mniejszy (1400 złotych), natomiast za Mentalcamp, czyli wczasy z rozwojem osobistym prowadzone przez trenera Jakub Bączka, trzeba wyłożyć oszczędności sięgające dwunastu tysięcy złotych.

Gdyby jeszcze piętnaście lat temu ktoś wysnuł tezę, że rozwój osobisty oraz szkolenia skupione na umiejętnościach miękkich i inteligencji emocjonalnej staną się dochodowym biznesem, zapewne spotkałby się z ironiczną reakcją. Tymczasem ten stan rzeczy jest dziś na porządku dziennym. Mało tego, w raportach związanych z przyszłością rynku pracy można spotkać się ze stwierdzeniami, jakoby w przyszłości kompetencje miękkie miały się stać równie istotne lub nawet ważniejsze od umiejętności twardych, do których, przypomnę, zaliczamy wszelkiego rodzaju ukończone szkoły, zdobyte certyfikaty językowe oraz kursy. Aktualnie wymieniane zawody, które w przyszłości będą szczególnie satysfakcjonujące, to między innymi animator czasu wolnego albo trener rozwoju osobistego. Występują one jakby w opozycji do programistów.

Tak gwałtowny ,,boom” na inteligencję, mentalność oraz świadomość przyniósł ze sobą również pewien cień. Na rynku nie brakuje pseudotrenerów, którzy nie mają nic do zaoferowania i wykorzystują naiwność zdesperowanych odbiorców, aby szybko zarobić odpowiednio duże pieniądze dzięki sprzedaży przereklamowanych półśrodków. Ponadto filmik ze znanym hasłem ,,Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą!” to wciąż aktualny internetowy mem. Prawdę powiedziawszy, znalezienie trenera-oszusta jest o wiele prostsze niż natrafienie na kogoś dobrego w swoim fachu, chociażby z tego powodu, że teraz ,,coachinguje się wszystko” – inteligencję, związki damsko-męskie, a nawet sen. Nietrudno jest znaleźć pierwszą z brzegu niszę, ogłosić się autorytetem, stworzyć estetyczną i profesjonalnie wyglądającą stronę internetową, a następnie stworzyć produkt pełen ogólników, w którym zawarta wiedza poziomem dorównuje podręcznikom do nauczania zintegrowanego w szkołach podstawowych.

W związku z powyższym rozsądnie byłoby zadać sobie dość istotne pytanie – czy rozwój osobisty naprawdę pomaga, a może wykorzystuje ludzką naiwność? Odpowiedź na to pytanie brzmi dość banalnie: to zależy.

Na początek trzeba zdefiniować rozwój osobisty i coaching. Wbrew pozorom to nie są synonimy, choć w wielu żartach i docinkach przyjęło się nazywać coachingiem wszystko, co związane z motywacją, sukcesem oraz efektywnością. Rozwój osobisty to zbiór metod i działań, które mają przynieść wymierne rezultaty w różnych aspektach życiach. Tymczasem coaching to zaledwie jedna z metod rozwoju osobistego, która… polega na zadawaniu pytań. Serio, dobry coach bardzo mało dodaje od siebie, czasem ani słowa. Jednym z podstawowych założeń coachingu jest przekonanie, że wiedza tkwi w osobie, która jest uczestnikiem sesji i należy ją jedynie wydobyć przy pomocy trafnie zadanych pytań. Coaching to zatem zaledwie jeden z filarów rozwoju osobistego, który wykorzystuje również psychologię, behawioryzm czy programowanie neurolingwistyczne.

Chociażby z tego powodu wiele osób może śmiać się z coachingu. Średnio doinformowana osoba przyjdzie na sesję tego typu, poszukując konkretnej rady i strategii, a zamiast tego zmarnuje jedynie czas, bo jej problemem o wiele lepiej zająłby się doradca bądź inny specjalista. Na każdym produkcie coachingowym i stronie internetowej związanej z rozwojem osobistym powinna być adnotacja:,,Przed użyciem upewnij się, że znasz podstawowe pojęcia związane z psychologią sukcesu bądź skonsultuj się z wikipedią”. Skoro ten fakt został wyjaśniony, można przejść do kolejnej kwestii. Kiedy rozwój osobisty działa?

Przede wszystkim, aby rozwój osobisty mógł spełniać swoją rolę właściwie, należy zrozumieć, jaka jest jego rola. To nie triki, które sprawią, że po ich użyciu obudzisz się w luksusowym apartamencie w ogromnym łóżku obok Scarlett Johansson (albo Ryana Reynoldsa, jak wolisz) albo w tydzień awansujesz na dyrektora firmy, w której pracujesz. Wszystkie techniki związane z rozwojem mają raczej za zadanie pozbycie się złych nawyków oraz wprowadzenie pozytywnych, modelowanie określonych zachowań oraz lepsze rozumienie emocji. Wszelkie inne postrzeganie mija się z celem! Jeżeli jakiś coach bądź trener spróbuje Ci wmówić, że dzięki jego wyjątkowemu kursowi za jedyne 9999 zł+ VAT w twoim życiu wydarzy się cud, uciekaj jak najdalej. Same techniki rozwoju osobistego mogą i często prowadzą do lepszych osiągnięć, zwiększonej efektywności, awansów, głębszych relacji z najbliższymi, ale tylko pod warunkiem ich dobrego zastosowania oraz dopasowania technik do osoby, bo każdy z nas jest inny i chyba w tym zawiera się najważniejszy przekaz tego typu ulepszania siebie – jesteś wyjątkowy na swój sposób i możesz stworzyć własną drogę do sukcesu na miarę twoich możliwości.

Wiele zatem zależy od tego, czy masz do czynienia z prawdziwym trenerem czy może pseudokołczem. Oszustów z reguły nie jest trudno rozpoznać – obiecują cuda, gruszki na wierzbie, a ceny ich kursów wydają się być kompletnie nieproporcjonalne do zysków, jakie masz z nich otrzymać. Jeśli chciałbyś spróbować rozwoju osobistego, ale boisz się, że zostaniesz oszukany, najlepiej zacznij od książek o tej tematyce. Napisanie książki to zawsze proces wymagający pewnej wytrwałości i kołcz, który chce ,,tak zarobić, aby się nie narobić” raczej nie spróbuje tej metody. W końcu ile może trwać nagranie średniej jakości filmiku do szkolenia online?

Uważam, że wszelkie żarty na temat rozwoju osobistego wiąża się nie tyle z nieskutecznością stosowanych tam metod, ale raczej z nieświadomością na temat możliwych rezultatów oraz oszustwami. Sam coaching, rozwój osobisty, psychologia sukcesu czy jakakolwiek dziedzina im pokrewna to tylko narzędzie, które można wykorzystać albo dobrze, albo źle. Wszystko zatem zależy od nas samych i naszej interpretacji.

Sama mam raczej pozytywne doświadczenia związane z psychologią sukcesu, swego czasu prowadziłam nawet bloga o tej tematyce. Brałam także udział w sesji coachingowej i zaskoczyło mnie, jak wiele można dzięki niej osiągnąć. Przyznam szczerze, dotychczas traktowałam coaching z przymrużeniem oka jako kulawego brata behawioryzmu czy programowania neurolingwistycznego. Tymczasem, rzeczywiście, większość odpowiedzi tkwiła we mnie. Z drugiej zaś strony miałam szczęście i trafiłam na dobrą specjalistkę. Dzięki odpowiedniemu zastosowaniu wybranych technik osiągnęłam wymierne rezultaty, o których miałam przyjemność opowiadać w samej siedzibie firmy Mateusza Grzesiaka latem zeszłego roku.

Oczywiście, można zarzucić rozwojowi osobistemu, że to jedynie autosugestia, ale… czy tak nie jest ze wszystkim innym, co spotyka nas w codziennym życiu? Z filtrami mentalnymi, przez które przepuszczamy nasze myśli, z wierzeniami w to, że nasze modlitwy są wysłuchiwane przez abstrakcyjny i niematerialny absolut czy nawet zwykłym mówieniem do lustra:,,Dam radę!” w dniu ważnego egzaminu? Jeżeli zatem możemy wykorzystać cokolwiek dla lepszych rezultatów, to, dopóki to bezpieczna metoda, sądzę, że warto spróbować.

Carolina Szcześniak III A

Komentarze